Centrum Usług Wspólnych Gminy Maszewo ogłosiło w kwietniu br. nabór na nowe stanowisko urzędnicze: Podinspektora ds. administracyjno-kadrowych. Konkurs wygrała Patrycja Miksa, zamieszkała w Jenikowie. Skarbnikiem Gminy Maszewo jest Marzena Miksa. Zbieżność nazwisk? W Maszewie wrze, mieszkańcy mówią wprost o „pracy dla rodziny”. Dokumenty, które analizowaliśmy, nie potwierdzają tego wprost, bo potwierdzić nie mogą: z urzędowych protokołów konkursowych takich rzeczy się nie wyczyta. Ale same te dokumenty, nawet bez rodzinnego tropu, opowiadają historię wartą opowiedzenia.
Konkurs na stanowisko Podinspektora ds. administracyjno-kadrowych w CUW Gminy Maszewo ogłoszono 24 kwietnia 2026 roku o godzinie 11.27. Termin składania dokumentów upłynął 4 maja 2026 roku o godzinie 15.00. Między ogłoszeniem a zamknięciem naboru minęło dokładnie dziesięć dni kalendarzowych. Z tej dziesięciodniowej puli trzy dni 1, 2 i 3 maja to ustawowo wolne dni świąteczne, w których instytucje publiczne są zamknięte, a kandydat, który miałby np. ubiegać się o zaświadczenia czy kserokopie dokumentów, po prostu nie może tego zrobić. Efektywne okno na przygotowanie i złożenie aplikacji wyniosło tu zaledwie pięć dni roboczych.
Samo ogłoszenie o naborze wymaga od kandydatów złożenia podania o pracę, życiorysu, kserokopii dokumentów potwierdzających wykształcenie i staż pracy, szeregu oświadczeń oraz – co szczególnie absurdalne przy tak krótkim terminie – oświadczenia o zapoznaniu się z klauzulą informacyjną dla kandydatów biorących udział w naborze na wolne stanowisko urzędnicze. Kandydaci spoza bezpośredniego otoczenia maszewskiego urzędu mieliby problem z samym dotarciem do tej klauzuli i zapoznaniem się z nią w weekend majowy. Aplikacje mogły być składane osobiście lub pocztą – przy czym liczy się data faktycznego wpływu do CUW, nie data nadania. Drogą pocztową w tym terminie i przy świętach majowych aplikować byłoby skrajnie trudno.
Jeden kandydat i dwa etapy konkursowe
Na stanowisko, o którym mowa, wpłynęło dokładnie jedno zgłoszenie. Wynika to wprost z dokumentów podpisanych przez Dyrektora CUW mgr Martynę Blejder-Janiak: „na wolne stanowisko podinspektor ds. administracyjno-kadrowych w Centrum Usług Wspólnych w Gminie Maszewo ofertę złożył 1 kandydat.”
Ten jeden kandydat przeszedł jednak przez pełną, dwuetapową procedurę konkursową, przewidzianą przez ustawę o pracownikach samorządowych. Etap pierwszy: weryfikacja dokumentów aplikacyjnych. Etap drugi: rozmowa kwalifikacyjna, po której Komisja rekrutacyjna uznała, że kandydatka „zaprezentowała znajomość przepisów z zakresu prawa pracy, prowadzenia dokumentacji kadrowej oraz organizacji pracy administracyjnej jednostki” i posiada „odpowiednie kwalifikacje i umiejętności oraz predyspozycje organizacyjne i komunikacyjne”.
Nikt nie kwestionuje tych ustaleń komisji. Ale sam scenariusz trudno określić inaczej niż jako urzędowy teatr: konkurs ogłoszony w oknie, które skutecznie zniechęca lub uniemożliwia aplikowanie osobom spoza wąskiego kręgu wtajemniczonych, jeden uczestnik, dwa etapy selekcji, zwycięstwo jedynego kandydata. Ustawa wymaga przeprowadzenia otwartego i konkurencyjnego naboru – i formalnie taki nabór się odbył. Że konkurencji nie było, to już inna sprawa.
Nowe stanowisko, nowe pytanie
Stanowisko Podinspektora ds. administracyjno-kadrowych w CUW Gminy Maszewo jest – według dostępnych informacji – stanowiskiem nowo utworzonym. Zakres obowiązków opisany w ogłoszeniu jest szeroki i rzeczywiście uzasadnia zatrudnienie na pełen etat: prowadzenie spraw kadrowych i płacowych pracowników CUW, sporządzanie list płac, naliczanie zasiłków, obsługa administracyjna i kancelaryjna jednostki, prowadzenie rejestrów. To są autentyczne zadania, które ktoś musi wykonywać.
Pytanie nie brzmi więc: czy to stanowisko było potrzebne? Brzmi inaczej: dlaczego powstało akurat teraz, dlaczego nabór ogłoszono akurat w tym terminie, i dlaczego z całej gminy i okolic zgłosiła się akurat jedna osoba?
Ustawa o pracownikach samorządowych zakazuje zatrudniania krewnych i powinowatych w jednostkach samorządowych, jeżeli powstałby między tymi osobami stosunek bezpośredniej podległości służbowej. To kluczowy przepis, który w tej sprawie nabiera znaczenia: jeśli relacja rodzinna między Skarbnikiem Gminy Marzeną Miksą a kandydatką Patrycją Miksą jest taka, a zatrudniona Podinspektor ds. administracyjno-kadrowych znalazłaby się w strukturze podległej Skarbnikowi, to przepis art. 26 ustawy o pracownikach samorządowych mógłby zostać naruszony.
Rzecz jednak w tym, że przepisy te w praktyce bywają martwym prawem, można je ominąć choćby przez wprowadzenie stanowiska pośredniego, tak żeby zatrudniający bliską osobę nie był już jej bezpośrednim przełożonym. CUW jest jednostką organizacyjną gminy z własnym Dyrektorem, to Dyrektor jest pracodawcą i bezpośrednim przełożonym Podinspektora, nie Skarbnik Gminy. Zakaz podległości służbowej między krewnymi mógłby więc być – przynajmniej formalnie – zachowany.
Formalnie. Bo ewentualny nepotyzm jest niekaralną formą naruszenia prawa, polskie prawo karne nie penalizuje go wprost, a przepisy ograniczające podległość służbową między krewnymi są mało skuteczne.
Jak było w Maszewie? Może to przypadek. Może termin ogłoszono w ostatnim możliwym momencie wynikającym z wewnętrznych procedur planowania budżetowego. Może Patrycja Miksa była jedyną chętną nie dlatego, że inni nie mieli szansy się dowiedzieć, lecz dlatego, że stanowisko w niewielkiej gminie po prostu nie przyciąga tłumów aplikantów. I może wspólne nazwisko to tylko zbieżność.
Ale kiedy otwartość i konkurencyjność naboru – zasady wpisane wprost do ustawy o pracownikach samorządowych jako gwarancja równego dostępu do służby publicznej – sprowadzają się do pięciodniowego okna zapiętego świątecznym weekendem, jednego kandydata i dwóch etapów procedury bez żadnej selekcji, warto przynajmniej zapytać głośno: czy to był konkurs, czy jego dekoracja? I trudno w tym wszystkim uwierzyć w przypadek. Niestety.






