21 lipca w całej Polsce przeprowadzono ćwiczenia „ALARM-2026″ — ogólnokrajowy test systemu syren alarmowych i procedur obrony cywilnej. Efekt okazał się dość niewygodny dla wielu samorządów: w licznych mniejszych miejscowościach dźwięku syren w ogóle nie było słychać, a w większych miastach sygnał docierał tylko do niektórych dzielnic czy osiedli. Po ćwiczeniach media społecznościowe zalała fala komentarzy mieszkańców, którzy pisali wprost, że żadnego alarmu nie słyszeli.
Problem nie bierze się znikąd. Jak wskazują osoby zajmujące się tematem, w ramach wydatków na obronę cywilną gminy chętnie kupują sprzęt taki jak quady czy drony, natomiast inwestycje w rozbudowę czy modernizację systemu syren alarmowych wciąż należą do rzadkości. Skutek jest taki, że infrastruktura ostrzegania ludności w wielu miejscach kraju pozostaje fragmentaryczna, a ćwiczenia — zamiast być formalnością — realnie obnażają luki w gotowości na wypadek prawdziwego zagrożenia.
Gryfino: kiedy zawodzi nie sprzęt, a procedura
Dobrym przykładem tego, jak wygląda to w praktyce, jest sytuacja w Gryfinie, opisana przez lokalny portal igryfino.pl. Zgodnie z procedurą mieszkańcy mieli usłyszeć trzyminutowy, modulowany dźwięk ogłaszający próbny alarm, a następnie trzyminutowy sygnał ciągły, odwołujący alarm. Tak się jednak nie stało. Jak relacjonuje cytowany przez portal strażak z Gryfina, pierwszy sygnał modulowany faktycznie się rozległ, ale po kilku godzinach nadszedł sygnał odwołania alarmu, po czym syreny włączyły się jeszcze raz — ponownie na sygnale modulowanym, tym razem przez minutę. Ostatecznie sytuację musiała ratować Państwowa Straż Pożarna, która włączyła prawidłowy, zgodny z przepisami trzyminutowy sygnał ciągły.
Co na to Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki?
Zapytaliśmy o całą sprawę Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki. W odpowiedzi Centrum Prasowe urzędu wyjaśniło, że jednym z celów ćwiczenia „Alarm 2026″ było właśnie sprawdzenie, w jakich miejscach dźwięk syren jest słyszalny, a w jakich nie — i że metoda zbierania takich informacji nie była z góry narzucona, tylko zależała od samorządów. Jako przykład urząd podał Szczecin, gdzie mieszkańcy mogli zgłaszać swoje uwagi mailowo.
Zgodnie z zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych i administracji raporty z gmin, powiatów oraz komend powiatowych Państwowej Straży Pożarnej trafią do MSWiA za pośrednictwem wojewodów oraz komendanta głównego PSP. Mają one zawierać m.in. informacje o liczbie syren uruchomionych 21 lipca, szacowanej słyszalności oraz orientacyjnym, procentowym pokryciu terenu sygnałem. Ministerstwo ma następnie przeanalizować efekty ćwiczenia i sformułować wnioski.
Urząd zwrócił też uwagę na kwestię finansowania. W ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej środki na syreny alarmowe trafiły do dziewięciu gmin i miast województwa zachodniopomorskiego — do wszystkich, które o takie wsparcie wnioskowały. Pieniądze otrzymały gminy Tychowo, Goleniów, Dobra, Stepnica, Bobolice, Dziwnów i Gryfino oraz miasta Szczecin i Koszalin.
Pieniądze były, procedura zawiodła
To ostatnia informacja rzuca dodatkowe światło na sytuację w Gryfinie — gmina, która akurat otrzymała środki na syreny alarmowe, i tak zaliczyła feralny przebieg ćwiczenia, tyle że z przyczyn organizacyjnych, a nie sprzętowych. Pokazuje to, że sam zakup czy modernizacja syren nie rozwiązuje problemu, jeśli zawodzi obsługa systemu w chwili próby. Wnioski z całego ćwiczenia „ALARM-2026″ — zarówno te dotyczące luk w zasięgu syren w mniejszych miejscowościach, jak i te dotyczące błędów proceduralnych w konkretnych gminach — mają trafić do MSWiA, które zdecyduje o dalszych krokach w skali całego kraju.






