Przebudowa ulicy Jedności Narodowej w Maszewie miała objąć nie tylko jezdnię, ale i chodnik z kostki brukowej – 142 metry, szerokości 1,5 metra. Po zakończeniu inwestycji, sfinansowanej w większości z rządowego programu Polski Ład, chodnika nie ma. Burmistrz Maszewa Paweł Piesio potwierdza to w odpowiedzi na wniosek o informację publiczną i tłumaczy to wnioskiem mieszkańców o poszerzenie jezdni. Dokumenty, które sam przekazał wraz z odpowiedzią – umowę, aneks, protokół konieczności, korespondencję i faktury – pokazują jednak coś, czego nie wspomina w piśmie: decyzję o rezygnacji z chodnika podjęto, zanim wpłynął rzekomy wniosek, który miał ją uzasadniać, a gmina zapłaciła wykonawcy niemal dokładnie tyle, ile zapłaciłaby, gdyby chodnik jednak powstał. Te daty do siebie nie pasują, nie pasuje też wydatek poniesiony za budowę czegoś, czego nie zbudowano.
Kilka dni temu opisaliśmy historię: Gmina Maszewo przeprowadziła w 2023 roku przetarg na przebudowę odcinka ul. Jedności Narodowej. Dokumentacja projektowa i ogłoszenie o zamówieniu jasno określały zakres prac – obejmował on m.in. budowę chodnika z kostki brukowej wzdłuż całego przebudowywanego odcinka. Drogę przebudowano, ale chodnika nigdy nikt nie wybudował.
Do przetargu zgłosił się jeden wykonawca – Dawid Chudziak, prowadzący działalność pod nazwą STERN, z Żółwiej Błoci (gm. Goleniów). Umowę podpisano 5 kwietnia 2023 r. na kwotę 589 072,35 zł brutto (478 920,61 zł netto), jako wynagrodzenie ryczałtowe. Termin wykonania: 6 miesięcy.
Dlaczego, pomimo niewybudowania chodnika, gmina zapłaciła niemal cała kwotę wykonawcy? O to pytaliśmy władze Maszewa, odpowiedź jest jednak nie tyle nieprecyzyjna, co wręcz narzuca masę wątpliwości.
Burmistrz Paweł Piesio napisał wprost: zakres faktycznie wykonanych robót nie obejmował budowy chodnika. Jako przyczynę wskazał zmianę zakresu robót „z uwzględnieniem wniosku mieszkańców” w sprawie poszerzenia jezdni kosztem chodnika, poinformował, że wynagrodzenie wykonawcy zostało „odpowiednio pomniejszone”, oraz podał ostateczną kwotę wypłaconą wykonawcy: 588 640,19 zł brutto, w tym 420 660 zł z Polskiego Ładu. Do pisma dołączył skany umowy, aneksu, protokołu konieczności z kosztorysem, wniosku mieszkańców, faktur i protokołu odbioru końcowego – kompletu dokumentów, na podstawie którego można odtworzyć całą chronologię tej decyzji. Tyle że… chronologia, która nie pasuje do oficjalnego wyjaśnienia.
Z przekazanych dokumentów wynika następujący, potwierdzony datami i pieczęciami wpływu, ciąg zdarzeń:
5 kwietnia 2023 r. – podpisanie umowy nr 38/2023, obejmującej budowę chodnika zgodnie z dokumentacją projektową; tego samego dnia rozpoczęto prace.
25 kwietnia 2023 r. – protokół konieczności nr 1/2023 robót zamiennych, podpisany przez burmistrza Piesio, dwóch przedstawicieli zamawiającego, inspektora nadzoru oraz wykonawcę. Strony „ustalają wykonanie robót zamiennych polegających na: rezygnacji z budowy chodnika na rzecz powiększenia szerokości drogi z 5 m na 6 m”. Uzasadnienie podane w protokole: przemysłowy, nieprzelotowy („ślepy”) charakter drogi, potrzeba swobodnego mijania się samochodów ciężarowych dojeżdżających do zakładów przy drodze, a także brak kanalizacji deszczowej, co – jak zapisano – „wymusiło rezygnację z budowy chodnika, celem uzyskania możliwości odwodnienia asfaltu”. Protokół już w tym momencie ustala ostateczny koszt inwestycji na 588 640,19 zł brutto.
15 maja 2023 r. – do urzędu wpływa (potwierdzone pieczęcią kancelaryjną) pismo skierowane do burmistrza Piesio z prośbą o „poszerzenie szerokości drogi kosztem chodnika” – dokument podpisany jest przez 5 osób (same nazwiska, bez imion, bez PESELU, adresu zamieszkania). To właśnie ten dokument, w oficjalnej odpowiedzi dla redakcji, burmistrz nazywa „wnioskiem mieszkańców” i wskazuje jako przyczynę rezygnacji z chodnika. Warto zauważyć, że treść pisma nie odwołuje się do potrzeb mieszkańców jako osób poruszających się pieszo – uzasadnienie mówi wyłącznie o „przemysłowym charakterze drogi” i potrzebach dojazdu samochodów ciężarowych do zakładów przy tej drodze, a więc o interesie podmiotów korzystających z drogi do celów transportowych, nie o typowym wniosku okolicznych mieszkańców w sprawie chodnika dla pieszych. Poszerzenie kosztem chodnika nie oznacza rezygnacji z budowy chodnika. Ten wniosek pozostawia wiele do życzenia i daje pole do wielu nadinterpretacji.
I co ważne: wniosek od tych rzekomych mieszkańców wpłynął blisko miesiąc po tym, jak gmina podpisała protokół konieczności, na mocy którego zrezygnowała z chodnika.
20 czerwca 2023 r. – aneks nr 1/2023 do umowy, formalnie wprowadzający zmianę, powołujący się wprost na protokół konieczności z 25 kwietnia 2023 r. jako załącznik i podstawę.
21 czerwca 2023 r. – protokół odbioru końcowego (prace „rozpoczęto 05.04.2023 r., zakończono 20.06.2023 r.”) oraz faktura nr 9/2023, opisana jako „koniec inwestycji”, na kwotę 420 660 zł brutto – dokładnie tyle, ile wynosiło dofinansowanie z Polskiego Ładu.
22 czerwca 2023 r. – zatwierdzenie faktury przez burmistrza Piesio.
Ta sama sekwencja ma jedną poważną lukę, którą dokumenty ujawniają wprost: protokół konieczności, który wprowadza decyzję o rezygnacji z chodnika, nosi datę 25 kwietnia 2023 r. – trzy tygodnie wcześniej niż pismo z 15 maja 2023 r., które – według oficjalnego wyjaśnienia burmistrza – miało być przyczyną tej decyzji. Innymi słowy: urząd i wykonawca podpisali dokument wprowadzający zmianę zakresu robót, zanim formalnie wpłynął wniosek, który – zdaniem burmistrza – tę zmianę uzasadniał. Nie da się tego pogodzić z wersją przedstawioną redakcji, w której to inicjatywa z zewnątrz miała skłonić urząd do rezygnacji z chodnika.
Ile naprawdę kosztowała rezygnacja z chodnika?
To jednak nie jedyna rozbieżność, jaką ujawniają dokumenty. Pierwotna umowa opiewała na 589 072,35 zł brutto. Aneks – „w związku z rezygnacją z budowy chodnika z kostki betonowej grubości 6 cm o powierzchni 188,60 m²” – ustalił nowe wynagrodzenie na 588 640,19 zł brutto. Różnica: 432,16 zł. To 0,07 proc. wartości kontraktu!
Gmina zapłaciła więc wykonawcy niemal dokładnie tyle samo, co zapłaciłaby, gdyby chodnik faktycznie powstał – mimo że z umowy zniknął cały element zakresu robót, wskazany w dokumentacji projektowej równie szczegółowo jak sama jezdnia. Umowa w § 16 przewiduje, że przy robotach zamiennych wynagrodzenie „ulega zmianie o różnicę wartości robót zaniechanych i wartości robót, które będą wykonywane”, ustaloną na podstawie kosztorysu różnicowego opartego na cenach jednostkowych z oferty. Skoro ostateczna kwota praktycznie się nie zmieniła, oznacza to jedno z dwojga: albo koszt poszerzenia jezdni o dodatkowy metr szerokości na całym, 142-metrowym odcinku okazał się – zupełnie przypadkowo – niemal identyczny co do grosza z kosztem chodnika, z którego zrezygnowano, albo kosztorys różnicowy, który miał to policzyć, nie odzwierciedlał rzeczywistych różnic w nakładach, a jedynie nadawał już ustalonej kwocie pozór metodologicznego wyliczenia.
Do tego dochodzi rozbieżność w samej powierzchni: SWZ i projekt mówiły o chodniku 142,04 mb na szerokości 1,5 m, czyli 213,06 m². Aneks mówi o rezygnacji z 188,60 m². Blisko 25 m² różnicy, bez wyjaśnienia, skąd się wzięło.
Co na to prawo?
Zasada niezmienności umów w zamówieniach publicznych, wyrażona w art. 454 i 455 ustawy Prawo zamówień publicznych, ma zapobiegać temu, by zakres i cena kontraktu ustalone w konkurencyjnym przetargu były potem dowolnie modyfikowane poza kontrolą konkurencji. Roboty zamienne są dopuszczalne, ale tylko wtedy, gdy nie zmieniają ogólnego charakteru umowy i są rzetelnie, chronologicznie oraz kwotowo udokumentowane. Zamiana chodnika na poszerzenie jezdni dla ruchu ciężarowego to zmiana funkcji części inwestycji – z infrastruktury pieszej na infrastrukturę transportową – przy praktycznie zerowej zmianie wynagrodzenia. Zestawione z dokumentem, który uzasadnienie tej zmiany przypisuje wnioskowi, jaki wpłynął już po fakcie, całość rodzi poważne wątpliwości co do rzetelności dokumentacji, na podstawie której wydatkowano środki publiczne – w tym środki programu Polski Ład, które podlegają dodatkowej sprawozdawczości wobec Banku Gospodarstwa Krajowego.
Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za poświadczenie nieprawdy w dokumencie przez osobę uprawnioną do jego wystawienia (art. 271 k.k.), za nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego działającego na szkodę interesu publicznego (art. 231 k.k.), a niegospodarne dysponowanie mieniem publicznym powodujące szkodę majątkową może wypełniać znamiona czynu z art. 296 k.k. Żaden z tych przepisów nie ma w tej sprawie automatycznego zastosowania – wymagałoby to ustalenia, dlaczego protokół konieczności powstał przed wnioskiem, który miał go uzasadniać, oraz czy kosztorys różnicowy odzwierciedlał rzeczywiste koszty, czy tylko domykał z góry ustaloną kwotę. To jednak dokładnie ten rodzaj wątpliwości, do wyjaśnienia których powołane są prokuratura, Regionalna Izba Obrachunkowa i Najwyższa Izba Kontroli – zwłaszcza że część środków pochodziła z rządowego programu inwestycyjnego podlegającego odrębnej kontroli.






