niedziela, 19 lipca, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

50 kilometrów od Świnoujścia rośnie magazyn odpadów radioaktywnych. W Niemczech trwa dyskusja, w Polsce cisza

Zaledwie około 50 kilometrów od Świnoujścia i polskiej granicy znajduje się jeden z najważniejszych niemieckich obiektów służących do przechowywania odpadów promieniotwórczych. Zwischenlager Nord w Lubminie, położony na terenie byłej elektrowni jądrowej Greifswald, od blisko trzech dekad gromadzi materiały radioaktywne pochodzące z likwidowanych elektrowni atomowych, reaktorów badawczych oraz innych instalacji jądrowych. Choć obiekt znajduje się stosunkowo blisko polskiej granicy, temat praktycznie nie istnieje w debacie publicznej po polskiej stronie. Nie słychać głosów samorządów, nie organizuje się konsultacji, nie pojawiają się stanowiska władz Świnoujścia ani województwa zachodniopomorskiego. Tymczasem po stronie niemieckiej magazyn od lat budzi dyskusje dotyczące bezpieczeństwa, przyszłości energetyki i sposobu zagospodarowania odpadów promieniotwórczych.

Najważniejszym problemem nie jest jednak sam fakt istnienia magazynu. Znacznie większe znaczenie ma to, że tymczasowe rozwiązanie coraz bardziej przypomina rozwiązanie wielopokoleniowe. Niemcy nadal nie posiadają docelowego składowiska dla wysokoaktywnych odpadów radioaktywnych. Operator obiektu – państwowa spółka EWN – otwarcie informuje, że wszystkie odpady muszą pozostawać w magazynach przejściowych do czasu wybudowania składowiska końcowego. Tyle że takiej lokalizacji wciąż nie wybrano, a eksperci coraz częściej wskazują, że proces może potrwać jeszcze kilkadziesiąt lat.

Magazyn, który miał służyć przez kilka dekad

Zwischenlager Nord rozpoczął działalność w 1996 roku jako element programu likwidacji największej elektrowni jądrowej dawnej NRD. Początkowo zakładano, że będzie przechowywał przede wszystkim odpady powstające podczas demontażu elektrowni w Lubminie oraz reaktora w Rheinsbergu. Z czasem jego rola zaczęła się jednak zmieniać.

Dzisiaj magazyn przyjmuje nie tylko odpady nisko- i średnioaktywne, ale również wypalone paliwo jądrowe oraz wysokoaktywne materiały przechowywane w specjalnych kontenerach CASTOR. Co więcej, do Lubmina zaczęły trafiać również odpady pochodzące z innych części Niemiec, a także materiały zwracane z zagranicy po procesach przerobu paliwa jądrowego. Tym samym obiekt zyskał znaczenie wykraczające daleko poza potrzeby samego Pomorza Przedniego.

To właśnie ten aspekt jest dziś największym wyzwaniem niemieckiej polityki nuklearnej.

Berlin od wielu lat prowadzi poszukiwania miejsca pod głębokie składowisko wysokoaktywnych odpadów radioaktywnych. Harmonogram był już kilkukrotnie przesuwany. Coraz częściej pojawiają się analizy wskazujące, że wybór lokalizacji i rozpoczęcie eksploatacji ostatecznego składowiska może nastąpić dopiero w drugiej połowie XXI wieku.

Oznacza to, że magazyny określane jako „tymczasowe” będą funkcjonowały znacznie dłużej, niż zakładano podczas ich projektowania.

Blisko granicy, ale poza zainteresowaniem Polski

Z perspektywy mieszkańców Pomorza Zachodniego najbardziej zaskakujące jest niemal całkowite milczenie wokół tego tematu. Świnoujście znajduje się w niewielkiej odległości od Lubmina. Mimo to trudno znaleźć stanowiska polskich samorządów dotyczące funkcjonowania magazynu czy jego rozwoju. Temat praktycznie nie pojawia się również w regionalnej debacie publicznej.

Nie oznacza to oczywiście, że obiekt stanowi potwierdzone zagrożenie dla mieszkańców Polski. Magazyn działa zgodnie z niemieckim prawem atomowym i podlega wielostopniowemu nadzorowi organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jądrowe. Jednocześnie trudno zaprzeczyć, że każda poważna awaria, pożar, katastrofa naturalna lub zdarzenie o charakterze terrorystycznym w obiekcie przechowującym wysokoaktywne materiały promieniotwórcze miałaby potencjalnie wymiar transgraniczny, dlatego lokalizacja takiego obiektu w pobliżu granicy powinna pozostawać przedmiotem zainteresowania także po stronie polskiej.

Wbrew obiegowym opiniom, magazyn w Lubminie nie jest wolny od kontrowersji.

Już w 2010 roku przez Greifswald przeszły protesty przeciwko przewożeniu do Lubmina odpadów z zachodnich landów oraz materiałów powracających z Francji. Przeciwnicy inwestycji argumentowali, że region nie powinien stawać się miejscem koncentracji odpadów radioaktywnych z całych Niemiec. W dyskusję angażowali się zarówno mieszkańcy, organizacje ekologiczne, jak i politycy Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Co ciekawe, najnowszy materiał niemieckiego publicznego nadawcy NDR przypomina, że uruchomienie magazynu w 1996 roku odbyło się przy stosunkowo niewielkim oporze społecznym. Dopiero kolejne lata, rozbudowa obiektu oraz decyzje o przyjmowaniu nowych transportów doprowadziły do wzrostu społecznych emocji.

Coraz więcej materiałów

Operator magazynu podkreśla, że obiekt został zaprojektowany z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa i funkcjonuje pod ścisłym nadzorem federalnych organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jądrowe. Jednocześnie sam operator przyznaje, że dopóki Niemcy nie wybudują docelowego składowiska, odpady będą nadal pozostawały w magazynach przejściowych. To oznacza, że z każdym kolejnym rokiem znaczenie takich obiektów będzie rosło.

Czy po polskiej stronie ktokolwiek analizuje długofalowe skutki funkcjonowania jednego z największych niemieckich magazynów odpadów radioaktywnych tak blisko granicy? Podczas gdy w Niemczech temat regularnie wraca do debaty publicznej, a media opisują kolejne etapy rozbudowy, transportów i opóźnień w budowie docelowego składowiska, w Polsce pozostaje niemal niezauważony. Tymczasem obiekt będzie funkcjonował jeszcze przez wiele dziesięcioleci, a jego znaczenie dla niemieckiego systemu gospodarowania odpadami promieniotwórczymi będzie prawdopodobnie rosło wraz z kolejnymi opóźnieniami programu budowy składowiska końcowego.

Popularne Artykuły